ZAMYKAM BLOGA!

Spokojnie Chudzinki!

Moje postanowienie noworoczne zostało urzeczywistnione. Zainwestowałam w domenę i hosting, przenoszę bloga na prywatną stronę, ha!. Marzenie spełnione! ;)

Zapraszam Was pod adres


http://www.grubaskawmalymmiescie.pl/
 :)

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i zapraszam do mojego „nowego domu”.

Buziaki,
Wasza Grubaska.

[Trenerzy] Tiffany Rothe

Z wielką przyjemnością chciałabym Wam przedstawić…. TIFFANY ROTHE. To niezwykle zdolna i utalentowana instruktorka fitness. Jej energia zaraziła nie jedną, nie dwie, a miliony osób na youtube. Mam nadzieję, że po zapoznaniu się z jej osobą, zachęcę Was do przetestowania jej treningów. Jestem pewna, że pokochacie jej zaangażowanie oraz charyzmę.

Nie jest ważne czy jesteś stary czy młody, szczupły czy z nadwagą, zdrowy czy z ograniczeniami. Moim celem jest sprawienie, abyś dostrzegł swoje piękno, poznał swoją siłę i zrealizował swoje marzenia – T. Rothe.

Tiffany Rothe od najmłodszych lat związana jest ze sportem. Już w wieku 3 lat rozpoczęła przygodę z tańcem. Tańczyła tak długo, aż w wieku 18 lat poznała i zakochała się w fitnessie. Kiedy odkryła jego zbawienny wpływ na zdrowie fizyczne, jak i psychiczne, postanowiła pogłębić swoją wiedzę w owym temacie. Ukończyła studia obejmujące tematykę zdrowego stylu życia – ćwiczeń i odżywiania. Warto również wspomnieć o tym, że Tiffany ukończyła prawo. Miłość do sportu, dzięki Bogu, wygrała <3

Autorskie treningi Tiffany cieszą się wielką popularnością i zdobyły wiele wyróżnień, m.in w czasopiśmie Women’s Health, Marie Claire, Harpers Bazaar, In Style. W 2012 roku Fitness Magazine okrzyknął ją „JEDNĄ Z NAJLEPSZYCH TRENEREK FITNESS NA YOUTUBE„. Rothe wzięła również udział w kilku sportowych kampaniach, np. Planet Reeboks. Zdobyła także czarny pas w Tae Kwan Do.

Tiffany może pochwalić się tym, że opracowała zestawy ćwiczeń dla nastolatków walczących z nadwagą oraz, że była częścią śniadaniowego programu Venga la Alegria, w którym pokazywała swoje treningi i zachęcała widzów do aktywności fizycznej.

TRENUJ SWÓJ UMYSŁ, ĆWICZ SWOJE CIAŁO, POPRAW SWOJE SAMOPOCZUCIE – T. Rothe

Poniżej przedstawia kilkanaście treningów Tiffany. Czuć w nich latynoską moc. Instruktorka bardzo zgrabnie połączyła w nich swoje dwie miłości – fitness oraz taniec. Obiecuję Wam, że ćwicząc poczujecie, jakbyście byli na dobrej imprezie ;-)

Brzuch

  • Lean Lower Abs Beach Body Workout  [link]
  • Get flat, sexy abs with Tiffany Rothe Workouts 5 minute routine​​​ [link]
  • The Bikini Abs Workout [link]
  • Sexy Standing Abs Tutorial [link]

Pupa:

  • Butt like a Brazilian Workout​​​ [link]

Talia:

  • Booty Shaking Waist Workout [link]  NAJLEPSZE ĆWICZENIA NA „BOCZKI”!
  • Booty Shaking Waist Workout part 2 [link]
  • Waist Shrinking Workout [link]
  • Booty Shaking Towel Workout [link]

Plecy:

  • Core Strengthener And Lower Back Workout [link]

Inne:

  • (ramiona+pośladki) Sexy Shoulders And a Beautiful Booty! [link]
  • (pośladki+abs)  BABS Booty & Abs Workout [link]
  • 10 Minute Tiffany Rothe Workouts [link]
  • Thanksgiving Workout​​​ [link]
  • Cardio Crunching Circuit​​​ [link]

Tiffany poleciła mi, dobrych kilka lat temu, moja koleżanka. Myślę, że obie, z ręką na sercu, możemy zaświadczyć, że jej treningi działają cuda. Wystarczy tylko regularnie trenować i oczywiście zdrowo się odżywiać. Ot to cały sekret! :)

Bardzo podoba mi się fakt, że w jej fitnessowych filmikach na youtubie, występują podopieczne, którymi się zajmuje. Miło zobaczyć „normalne”, mające czym oddychać kobietki, które tak samo, jak my, walczą ze zbędnymi kilogramami. Brawo!

Polecam, polecam, polecam!

Social media, czyli tu znajdziecie Tiffany:

p.s: Pamiętajcie, że jestem laikiem w kwestii ćwiczeń i to są moje prywatne opinie. Opinie oparte o moje upodobania i preferencje. Nie znam się też na ćwiczeniowej technice więc przed wykonaniem jakiegokolwiek zestawu ćwiczeń, skonsultujecie się z kimś wykwalifikowanym w owym temacie.

Grubaska.

Zimowa playlista ♥

Zayn feat. Taylor Swift – I Don’t Wanna Live Forever

” I’m sitting eyes wide open and I got one thing stuck in my mind
Wondering if I dodged a bullet or just lost the love of my life”

James Arthur – Safe Inside

” Will you call me to tell me you’re alright?
Cause I worry about you the whole night
Don’t repeat my mistakes
I won’t sleep ’til you’re safe inside”

Guy Sebastian – Set In Stone

„Just so you know. Your love is engraved on my heart
It’s set in stone. Nothing could break us apart. Unshakeable
And no matter where I am or where I go. We’re set in stone”

Ed Sheeran – Castle On The Hill

„And I’m on my way, I still remember
These old country lanes when we did not know the answers
And I miss the way you made me feel, it’s real
We watched the sunset over the castle on the hill”

John Legend – Love Me Now

„And who’s gonna kiss you when I’m gone?
Oh I’m gonna love you now, like it’s all I have
And I know it’ll kill me when it’s over
I don’t wanna think about it, I want you to love me now”

[Fit-książka] „Lardżelka” W. Szymanowska

Dzięki zaufaniu i uprzejmości Pani Wandy Szymanowskiej, miałam ogromną przyjemność przeczytania książki jej autorstwa, pt. „Lardżelka”.

Już na samym wstępie, pragnę wyrazić zachwyt nad tym dziełem. Wow, wow, wow! Tego potrzebowałam. Gorąco polecam każdemu mojemu czytelnikowi. Dlaczego? Ponieważ dotyczy problemu, który ciąży na naszych barkach od wielu, wielu lat. Mówi o zmaganiach z otyłością i braku samoakceptacji. Bez obawy, nie jest to kolejny poradnik o zdrowym stylu życia i odchudzaniu. Ta książka, to coś więcej. Niesie ze sobą piękne przesłanie i daje mocnego, motywującego kopniaka w pupę. A nie mówiłam, że to coś dla Nas? :)

Główną bohaterką opowieści jest przesympatyczna Zosia, która od najmłodszych lat walczy z nadprogramowymi kilogramami. Jej problem urósł do tego stopnia, że gdy ją poznajemy, ma już 70 kg nadwagę. Jakby tego było mało, od lat trwa w toksycznym związku. Los zdecydowanie jej nie sprzyja.

Jedna sytuacja, jedno zdanie sprawia, że postanawia zmienić swoje dotychczasowe życie. Postanawia uwolnić się nie tylko ze szponów otyłości, ale i od mężczyzny, który nigdy jej nie szanował. To wielki krok w jej życiu. Krok, który pociągnie za sobą lawinę pozytywnych zdarzeń.

Tytułowa „Lardżelka”, to ośrodek odchudzający, do którego udaje się Zosia. Można rzec, że turnus pod okiem specjalistów i w towarzystwie osób, które borykają się z takimi samymi bolączkami sprawia, że Zosia nabiera wiatru w skrzydła.

Przyznaję, że czytając ową pozycję, odniosłam wrażenie, jakby główna bohaterka była częścią mnie. Zdecydowanie mogę się z nią utożsamić. Przypomniały mi się czasy, gdy ważyłam 110 kg. Przypomniały mi się czasy, gdy żyłam we własnym cieniu, gdy uważałam, że taki grubas, jak ja, nie zasługuje na miłość, że powinnam zadowolić się tym, co daje mi los. Przypomniał mi się, ten karcący i szyderczy uśmiech ekspedientek w sklepach odzieżowych, wzrok ludzi na ulicy. Przypomniały mi się, te wszystkie okrutne obelgi rzucane pod moim adresem… Tak.., ”Lardżelka” to bez wątpienia książka, która obnaża prawdę o świecie, w którym o wartości człowieka stanowi jego wygląd zewnętrzny.

Spokojnie, mimo wszystko to wesoła, a przede wszystkim INSPIRUJĄCA opowieść ;-). Opowieść o walce z swoimi słabościami, o spełnianiu marzeń i o sile przyjaźni, która jest w stanie góry przenosić (Iwonka, przyjaciółka Zosi, to wspaniała kreacja. Gdyby każdy z nas miał przy sobie takiego Anioła Stróża, to żadna sytuacja życiowa, w której się znaleźliśmy, nie byłaby nam straszna. Uwielbiam ją!). Wielkim plusem „Lardżelki” są też sprytnie wplecione w fabułę przepisy (zamierzam nawet kilka z nich wypróbować) oraz nienachalne rady, jak pozbyć się zalegających na brzuszku kilogramów.

Jestem oczarowana historią Zosi. Świetna kobieta z której zdecydowanie warto brać przykład.

Mam nadzieję, że nie muszę Was dłużej zachęcać do sięgnięcia po tę pozycję. Warto, naprawdę warto – macie moje słowo :)

Ach, czuję się w 100% zmotywowana! Świat stoi przede mną otworem, ha!

Grubaska.

POSTANOWIENIA NA 2017 (część pierwsza)

Witajcie Chudzinki!

Rok 2016 już za nami więc czas na noworoczne postanowienia. W 2017 zamierzam dać…czadu! To będzie czas wielkich zmian. Bez ściemy, ze 100% motywacją.

Większość ludzi śmieje się, słysząc hasła: NOWY ROK, NOWA JA. A ja – może naiwna, a może nie, uparcie wierzę, że w nadchodzącym 2017 roku, zmienię siebie i swoje życie. Jakoś łatwiej precyzować swoje cele i pragnienia pod koniec pewnego etapu i wchodzić w nowy z otwartym umysłem, pełnym wiary i nadziei sercem oraz wewnętrzną siłą, która jest w stanie pokonać wszelkie mury. Lubię zaczynać nowe rozdziały w swoim życiu. Lubię mieć „czystą kartę” i zapisywać ją od nowa. Nowy rok, to idealny czas na odrodzenie się z popiołów. Mam gdzieś to, co mówią inni. To będzie mój rok. Rok spełniania marzeń i dążenia do obranych przez siebie celów. Będzie CUDOWNIE!

2017 rok dzielę na trzy etapy. Każdy z nich, będzie zawierał w sobie cztery miesiące. I tak pierwszy etap obejmie styczeń – luty – marzec – kwiecień, drugi maj – czerwiec – lipiec – sierpień, a trzeci wrzesień – październik – listopad – grudzień. Każdy etap, to nowe postanowienia, ale i rozliczenie się z tego, co zostało już wcześniej wprowadzone w życie. Wydaje mi się, że ten sposób pomoże mi uczciwie i spokojnie dotrzymać danego sobie słowa. Bo wiecie, łatwiej wytrzymać w postanowieniach 4 miesiące niż 12 ;-). To taka gra z podświadomością. Czuję ogromny potencjał w tym podziale.

A oto pierwsza część moich postanowień na 2017 rok.

POSTANOWIENIA NA 2017 (1)

  • WRÓCIĆ NA FITNESS

Czas przełamać swoją niechęć i nieśmiałość. Czas powrócić do ćwiczeń w towarzystwie trenera i osób, które jak ja, pragną zmienić swoją sylwetkę, pragną zadbać o swoje ciało. Trening w grupie zawsze sprawiał mi wielką przyjemność. Muszę, a raczej chcę, na nowo rozpalić w sobie te namiętne i szczere uczucie. Postaram się ponownie wypracować w sobie nawyk chodzenia na zajęcia. Dość chowania się za maską wstydliwości. Powrócę na dobre tory. Powrócę do dawnej sprawności fizycznej. Będę miała ciało o jakim zawsze marzyłam. 

  • ZRZUCIĆ 4 KG

Przyznaję się bez bicia, że brak mi odwagi, aby wejść na wagę i sprawdzić, ile obecnie ważę. Czuję, że mogłabym dostać zawału serca, widząc kilka kilogramów więcej. Nie będę więc ryzykować :) Coś się zmieniło. Od lutego 2016 biorę hormony i widzę, że moje ciało gdzieniegdzie się zaokrągliło. Nie wiem, czy to kwestia hormonów, nieregularnych treningów, czy dietetycznych wzlotów i upadków (?). Nie chcę zwalać wszystkiego na tabletki, bo nie tędy droga. Wyznaczyłam sobie 4 kilogramowy cel – 1 kg na miesiąc. To rozsądne posunięcie. Zamierzam dokonać tego z głową. Muszę tylko odważyć się i stawić czoła „szklanej małpie”. Muszę tylko sprawdzić, ile ważę, bo w przeciwnym razie nie będę mogła kontrolować spadających kilogramów. A wierzcie lub nie – zaczną spadać! Pomogą mi w tym następujące wytyczne:

  1. NIE będę PIĆ ALKOHOLU. No cóż… Ostatniego pobytu w Holandii, nie dało się zdzierżyć na trzeźwo więc trzeba było odreagować w weekend. Po drodze wpadło jeszcze kilka imprez i okazji ku temu, aby wznieść alkoholowy toast.  Z kolei okres zimowy obfitował w wieczory z grzanym winem. Wszystko jest dla ludzi, ale… Jeśli chcę zrzucić zbędę kilogramy muszę odmówić sobie tej przyjemności. Alkohol nie pomoże w zrobieniu formy. Koniec z filmowymi seansami z lampką (no dobra, z trzema lampkami :P ) pół-słodkiego wina. Alkoholowi mówię stanowcze NIE!
  2. NIE będę JEŚĆ SŁODYCZY. Kocham słodycze i mogłabym je jeść na śniadanie, obiad i kolację. Mogłabym je jeść nieustannie. Wiem, że gdybym uległa im w 100%, już dawno powróciłabym do swojej dawnej, wielorybiej wagi. Nie ukrywam, że raz na jakiś czas, pozwolam sobie na McFlurry albo ulubionego batonika. Bez szaleństw, wszystko w granicach zdrowego rozsądku, bez rzucania się na całe opakowanie litrowych lodów czy ciastek Oreo (a tak nawiasem mówiąc, nigdy sama nie zjadłam litrowego opakowania lodów. W ogóle da się zjeść całe – naraz?) Akurat w tej kwestii jestem z siebie zadowolona. Tylko… wychodzę z założenia, że albo rzucam wszystko albo nic. Dlatego ze słodyczami też zamierzam się pożegnać. Wracam do szukania zdrowych zamienników, ha! Szykujcie się na nowe przepisy.
  3. NIE będę JEŚĆ FAST – FOODÓW. Jeśli już sięgam po tego typu jedzenie, to wybieram pizzę. Mój M. ją uwielbia więc naturalną koleją rzeczy było to, że i ja jej uległam. Ach, trzeba obrócić uwielbienie w niechęć. Pizzo, będę za Tobą tęsknić :(
  4. JEDEN CHEAT-MEAL NA DWA MIESIĄCE. Dlaczego cheat-meal, a nie cheat-day? A no dlatego, że po jednym dniu obżarstwa mogłabym się totalnie rozleniwić i stracić chęć do dalszej walki. Zdecydowałam się na jeden „oszukany” posiłek w ciągu dwóch miesięcy. To bezpieczna opcja, która pozwoli mi podkręcić metabolizm oraz troszkę odetchnąć od wszelakich zakazów, które na siebie nałożyłam. Ten jeden posiłek pozwoli mi pozostać przy zdrowych zmysłach. Myślę, że to dobre rozwiązanie. Polecam przeczytać dwa artykuły, które rozwijają temat: [link] i [link]
  5. PROWADZIĆ DZIENNICZEK ODCHUDZANIA. A co za tym idzie, zapisywać ilość spożywanych kalorii, W, T i B.
  • PRZENIEŚĆ BLOGA NA PRYWATNĄ DOMENĘ

Czas przenieść bloga na wyższy level. Czas coś zmienić. Czas zacząć działać na własną rękę. Chcę się rozwijać, chcę tworzyć. Chcę urozmaicić i unowocześnić bloga. Potrzebuję zmiany, która tchnie życie w ten mój mały, internetowy pamiętnik. 

  • ZNALEŹĆ PRACĘ W POLSCE, NIE WYJEŻDŻAĆ DO HOLANDII

Mam nadzieję, że znajdę pracę, którą polubię. Co ja mówię – mam nadzieję, że znajdę jakąkolwiek pracę. Obiecuję, że nie będę wybrzydzać. To nie czas na marudzenie i użalanie się nad sobą. Rachunki same się nie zapłacą – niestety. Mam nadzieję, że znajdę pracę w POLSCE. Mam nadzieję, że mój cudowny kraj podziękuje mi za to, że wróciłam na ojczyzny łono, że nie chciałam żyć za granicą. Mam nadzieję, że los nie zmusi mnie do tego, aby kolejny raz wyjechać za granicę.  Boże broń i chroń przed takim losem… Ludzie, ludzie! Grubaska szuka pracy! ;-)

  • PRZECZYTAĆ (co najmniej) CZTERY KSIĄŻKI

Czytanie to cudowna umiejętność, to dar. „Książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę. Dzięki nim uczysz się, mądrzejesz, podróżujesz, marzysz, wyobrażasz sobie, przeżywasz losy innych, swoje życie mnożysz razy tysiąc. Ciekawe, czy ktoś da ci więcej za tak niewiele. Pomagają też odpędzić różne złe rzeczy – samotność, upiory i tym podobne … Czasem się zastanawiam, jak możecie znieść to wszystko wy, które nie czytacie”. Lubię czytać, chcę czytać. Nieważne gdzie – czy to w autobusie podczas drogi do pracy, czy w trakcie przerwy obiadowej, czy przed snem. Przeczytam cztery pozycje, które od dłuższego czasu zalegają na mojej półce. Pamiętajcie, że „kto czyta książki, żyje podwójnie”. I wiecie, co? Biorę udział w wydarzeniu: PRZECZYTAM 52 KSIĄŻKI W 2017 ROKU! [link].

  • ZADBAĆ O PIELĘGNACJĘ WŁOSÓW

Tak, chcę mieć piękne, długie i przede wszystkim zdrowe włosy. I dlatego zainwestowałam we wcierki oraz maski do włosów. Mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła pochwalić się efektami owych zabiegów.

  • NIE PRZERYWAĆ MOJEMU M. GDY MÓWI (hahaha)
  • BYĆ SERDECZNA, OPANOWANA, DOBRA, MIŁA I POMOCNA

Czas przestać być Grubaską. Czas rozwinąć skrzydła. Tak, to najwyższy czas aby osiągnąć to, o czym od dawna marzyłam. Nigdy nie jest za późno na spełnianie swoich pragnień. Padłam, ale powstaję. Silniejsza o milion doświadczeń. WIERZĘ W SIEBIE!

A jak tam Wasze postanowienia?

Grubaska.

[ZDG] Holandia – po raz trzeci, Chodakowska, hula-hop i dietowanie

Witajcie Chudzinki!

Świat opanowała przedświąteczna gorączka. Wszyscy pracują w pocie czoła, aby zdążyć z prezentami, sprzątaniem i pieczeniem przysmaków bożonarodzeniowych. Totalne szaleństwo! Mam nadzieję, że Wam nie przeszkadzam. Mam nadzieję, że znajdziecie chwilkę, aby oderwać się od owych czynności. Obiecuję, że zajmę Wam tylko chwilkę ;-).

Po dłuższej nieobecności przybywam, aby opowiedzieć Wam o tym, co u mnie słychać.

Holandia – po raz trzeci. Spokojnie, bez obawy, nie zamierzamy ponownie wyjeżdżać za granicę. Mam nadzieję, że Polska będzie łaskawa i znajdzie się dla mnie, jak i mojego M. jakaś praca. Pewnie część z Was, która nie śledzi moich poczynań na facebooku, nie odnotowała faktu, że trzeci raz byliśmy w kraju tulipanów i chodaków. Po dość długiej, bo 8-miesięcznej przygodzie na rzeźni i umiarkowanej przy pakowaniu Playstation (byliśmy tam ok. pół roku), tym razem trafiliśmy na… ziemniaki! Sortowaliśmy, pakowaliśmy, ważyliśmy ziemniaczki, występujące pod każdą postacią. Holendrzy są bardzo wygodnym narodem, dlatego też można u nich kupić już obrane, uformowane w kluseczki, łódeczki, doprawione, przypieczone, duszone, z boczkiem, kapustą, serem, rozmarynem, sosami i innymi cudami pyrki. Do koloru, do wyboru. Nie ukrywam, że moja ciekawość pchnęła mnie do tego, że spróbowałam niektórych specjałów firmy. Cóż mogę rzec – tłuszcz, tłuszcz i jeszcze raz tłuszcz. Szkoda pieniędzy, a przede wszystkim zdrowia.

Ten wyjazd od samego początku skazany był na porażkę. Wszystko było na NIE. Moje nastawienie dalekie było od optymizmu. Każdy następny dzień, spędzony poza granicami Polski, był potwierdzeniem tego, że nasza decyzja nie była dobra. Po miesiącu postanowiliśmy wrócić. Wolimy być biedni, ale szczęśliwi. Pieniądze to nie wszystko. Jakoś sobie poradzimy. Najważniejsze, że znów możemy przebywać w gronie rodziny, przyjaciół. Wiem, że Polska nie jest idealna, że ostatnie wydarzenia wcale nie zachęcają do życia tu, ale… to mój dom. Tu chcę egzystować, tu chcę budować wspólne życie, wspólną przyszłość z M. To moje, to nasze miejsce na tym świecie ;-).

Jeśli chodzi o aktywność i dietę, to nie ukrywam, że to był ciężki miesiąc. Pracowaliśmy od 09:00 do… No właśnie, trudno powiedzieć do której, bo każdego dnia wychodziliśmy o innej porze. Bardzo często bywało tak, że nie mieliśmy czasu na zakupy spożywcze ponieważ sklepy otwarte były do 21, a z pracy wychodziliśmy o tej porze. Starałam się panować na swoim menu i w miarę możliwości przygotowywać dobre, pełnowartościowe posiłki, ale różnie to bywało. Czasem zmęczenie i wygoda wygrywały z dobrymi chęciami. Z treningami było jeszcze gorzej – no chyba, że można do nich zaliczyć pracę fizyczną.

Dzięki Bogu, ten etap życia mamy już za sobą. Pocieszające jest to, że gorzej być nie może. No chyba, że może, ale mam nadzieję, że nie :)

Chodakowska. Byłam przekonana o tym, że wraz z powrotem do kraju, wrócę na zajęcia grupowe, na fitness. Miesiąc bez aktywności fizycznej zrobił swoje. Moje mięśnie się zastały. Postanowiłam, że małymi kroczkami, w domu, wrócę do dawnej sprawności. Prawda jest jednak taka, że zabrakło mi odwagi, aby zmierzyć się ze samą sobą w towarzystwie innych ćwiczących kobiet i trenera. TCHÓRZ! Tak, stchórzyłam, ogarnęła mnie nieśmiałość i wstydliwość. Mam nadzieję, że to wkrótce minie. Skoro nie jestem jeszcze gotowa na ćwiczenia w grupie, postanowiłam pocić się w towarzystwie Ewy Chodakowskiej. W domu, na swojej macie, przed komputerem. Robię na zmianę SKALPEL i SKALPEL II (ćwiczenia z wykorzystaniem krzesła). Staram się robić trzy, cztery treningi w tygodniu. Do łask wróciło także, znalezione podczas porządków świątecznych, hula-hop. Zrobiłam niesłychanie wielki postęp. Dotychczas po 5 minutach kręcenia, hula-hop upadało na ziemię. Musiałam je szybciutko podnosić, ustawić ponownie na biodrach i wprawić w ruch. Dziś potrafię kręcić kołem bez przerwy, przez 15 minut. To mój mały sukces. To prawda, że praktyka czyni mistrza. Nie poprzestanę na tym. Wieczorem zamierzam pobić swój rekord i kręcić bez ustanku, przez 20 minut. Dam radę! Grunt to nie poddawać się, stawiać przed sobą cele i ku nim zmierzać.

Dietowanie. W „Black Friday” skusiłam się na kupienie jednej z najpopularniejszych diet on-line. Oferta była bardzo kusząca, bo 3-miesięczny jadłospis kosztował tylko 39 zł. I jak tu przejść obojętnie obok takiej propozycji? Uległam. Rozwiązałam test osobowościowy i komputer wygenerował dla mnie dietę. Do dziś zastanawiam się, jaka jest zależność między moim charakterem, a tym, co leży na moim talerzu. Jestem wybuchowa i porywcza, ale to wcale nie oznacza, że lubię, np. ostre dania. Dobra, nie wnikam w temat, bo i tak nie jestem w stanie pojąć tejże logiki. I tak od 1 grudnia mam rozpisaną dietę. Mam, ale nie stosuję jej. Liczę kalorie – to mój sposób. Liczę W, B i T (staram się oscylować w następujących granicach – W: 187 g, B: 75 g, T: 50 g). Każdy dzień rozpoczynam od omleta białkowego i nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. Czy wyrzuciłam pieniążki w błoto? Być może tak. Nie ukrywam jednak, że zamierzam wykorzystać kilka przepisów. Traktuję to jako inspirację, a nie jako wyrocznię.

Na sam koniec przypominam Wam o tym, że dzisiaj mamy – PIERWSZY DZIEŃ ZIMY ;-) Ubierajcie się cieplutko moje Chudzinki.

Piosenka na dziś: Carlos Vives & Shakira – La Bicicleta

Co u Was Kochani? Jak tam przygotowania do ŚWIĄT?  Zamierzacie trzymać dietkę podczas świętowania?

Grubaska.

[Przepis] Omlet – à la biszkopt – z piekarnika

Witajcie Chudzinki!

Jeszcze do niedawna, moim ulubionym śniadaniowym daniem była owsianka. Przyznaję, że ostatnimi czasy poszła ona w zapomnienie, a na moim talerzu zagościł omlet. Uwielbiam go, bez względu na sposób podania. Może być serwowany na słono, słodko, może być przygotowany na patelni czy też w piekarniku. Omlet jest świetnym sposobem na zdrowe ropozczęcie dnia. Mam nadzieję, że zarażę Was omletową miłością.

Dzisiaj przedstawiam Wam przepis na:

OMLET - à la BISZKOPT – Z PIEKARNIKA

Składniki:

  • 3 – 4 jajka (jeżeli przygotowuję porcję dla dwóch osób – daję 4 jajka, jeśli tylko dla siebie – daję 3 jajka)
  • miarka odżywki białkowej
  • dowolny owoc

Sposób przygotowania: oddzielamy białka od żółtek. Ubijamy białka na sztywną pianę. Do żółtek dodajemy odżywkę białkową. Oba składniki mieszamy ze sobą, a następnie dodajemy do ubitych białek. Mieszamy ze sobą wszystkie składniki. Powstałą masę wylewamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i układamy na niej owoce. Pieczemy przez ok. 15 – 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

WERSJA ZE ŚLIWKAMI

WERSJA Z BANANEM

WERSJA Z JABŁKIEM I CYNAMONEM (smakuje jak szarlotka)

Smacznego!

Grubaska

Podsumowanie: SIERPIEŃ 2016

Witajcie Chudzinki!

Za nami ósmy miesiąc roku. Nie ukrywam, że jestem z niego zadowolona. Może i nie był idealny, ale był… po prostu dobry – zarówno w kwestii dietowania, jak i ćwiczeń. Zresztą sami przeczytajcie, sami zobaczcie, jak to było.

Ćwiczenia. To był intensywny miesiąc. Kontynuowałam przygodę, którą rozpoczęłam w lipcu. Kontynuowałam przygodę z siłownią. Mój M. pokazał mi różnorakie ćwiczenia, na wszystkie części ciała. Największą frajdę i jednocześnie najwięcej „bólu” sprawiał mi trening nóg. Zakwasy, które wychodziły po dwóch dnia, to było naprawdę coś fantastycznego, bardzo motywującego i zachęcającego do dalszej walki o fit-ciało. Ten ból podczas zwykłego przemieszczania się był dowodem na to, że walczę, nie poddaję się i małymi krokami zmierzam ku wyznaczonym przez siebie celom. Ten ból dawał mi niesłychaną radość i sprawiał, że byłam dumna z samej siebie. Cudowne uczucie, cudowne! Nogi, nogami, ale najwięcej uwagi poświęciłam na wytrenowanie brzucha i tricepsa. Te dwie części ciała to moja zmora po zrzuceniu 40 kg. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się pozbyć oponki na brzuszku i „motylków” na tricepsie. Walczę z tym cholerstwem i walczę. I póki będę żyła, będę starała się zrobić wszystko, aby pozbyć się wiotkiej skóry. Czasem sobie myślę, że najłatwiej byłoby pójść na jakieś odsysanie tłuszczu i byłoby po sprawie :P W życiu nie zawsze trzeba iść na łatwiznę. Jak się o coś walczy, jak się o coś stara, to jak już się to osiągnie, to wygrana lepiej smakuje. Tak więc ćwiczę, ćwiczę i jeszcze raz ćwiczę! Jak nie na siłce, to w domu. Właśnie! Pod koniec miesiąca mój treningowy harmonogram uległ zmianie, bo… zjawiliśmy się na krótką chwilę w Polsce. Do łask wróciła moja fioletowa mata :-). Tęskniłam za nią szalenie!

Dieta. W ciągu całego miesiąca, w ciągu tych 31 dni moje odżywianie wyglądało całkiem przyzwoicie. Liczyłam kalorie, zwracałam uwagę na zawartość W, B i T w spożywanych przeze mnie posiłkach. Starałam się, aby nie przekraczać 2000 kalorii dziennie (kiedyś, w zamierzchłych czasach, było dla mnie niepojęte, że mogłabym pochłaniać tyle kalorii, będąc na „diecie”. Dobrze, że człowiek wraz z bagażem doświadczeń, zmienia sposób myślenia i zapatrywania się na pewne kwestie życiowe. Jedzenie jest ważne, bo stanowi o jakości naszego życia – ma wpływ na nasze zdrowie, rozwój i samopoczucie. Dobrze zbilansowana dieta to ważny, jeśli nie najważniejszy, czynnik, mający wpływ na gubienie zbędnych kilogramów). W tej kwestii mogę być z siebie dumna. Nie ukrywam, że miewałam także dni, w których pozwalałam sobie na odstępstwa od diety, np. na przepyszne Calzone podczas wycieczki do, po Arnhem czy też słodziutkie Churros podczas pobytu w Hadze. Nie zepsuło to jednak mojego miesięcznego bilansu. Zdrowy rozsądek przede wszystkim. Nieustannie pracuję nad tym, aby moje posiłki zawierały większą ilość białka. Mam mały problem z suplementacją tego oto składnika odżywczego. Pokusiłam się nawet o spróbowanie, testowane batoników proteinowych. Zawsze to jakaś opcja, chociaż niekoniecznie jestem do niej przekonana. Coś mi nie pasuje w konsystencji owych batonów. Są takie… zbite i, o dziwo!, bardzo słodkie. Być może moja reakcja i opinia jest troszkę przesadzona. Być może znajdę jeszcze batonik, który mnie oczaruje i zmieni nastawienie. Kto wie?! A może zainwestuję w odżywkę białkową? A może zacznę jeść kurczaka trzy razy dziennie i dzięki temu mój „problem białkowy” zniknie raz na zawsze? ;-). Prędzej czy później znajdę złoty środek. Muszę się jeszcze pochwalić, że udało mi się zmniejszyć spożywanie węglowodanów! To nie lada wyczyn. Brawo JA :D

(wiem, wiem – nie powinnam wrzucać takich zdjęć, ale nie mogłam się powstrzymać :D)

Na poniższej rozpisce, możecie zobaczyć, jak dokładnie wyglądał SIERPIEŃ 2016 pod względem ćwiczeń oraz odżywiania:

  • 01.08 – kcal: 1 709, trening: trening nóg na siłowni
  • 02.08 – kcal: 2 185, trening: trening brzucha w domu
  • 03.08 – kcal: 1 735, trening: ——————————
  • 04.08 – kcal: 1 660, trening: trening brzucha na siłowni
  • 05.08 – kcal: 2 067, trening: trening brzucha na siłowni
  • 06.08 – kcal: ????, trening: ——————————
  • 07.08 – kcal: ????, trening: ——————————
  • 08.08 – kcal: 1 738, trening: trening brzucha w domu
  • 09.08 – kcal: 1 430, trening: bieganie
  • 10.08 – kcal: 1 446, trening: trening nóg na siłowni
  • 11.08 – kcal: 1 325, trening: trening tricepsa i brzucha na siłowni
  • 12.08 – kcal: 1 741, trening: —————————
  • 13.08 – kcal: 1 579, trening: trening nóg w domu
  • 14.08 – kcal: 1 517, trening: trening ramion i brzucha w domu
  • 15.08 – kcal: 1 529, trening: trening pośladków i brzucha w domu
  • 16.08 – kcal: 1 347, trening: trening tricepsa i brzucha na siłowni
  • 17.08 – kcal: 1 427, trening: trening pośladków i brzucha w domu
  • 18.08 – kcal: 1 624, trening: trening brzucha na siłowni
  • 19.08 – kcal: ????, trening: —————————–
  • 20.08 – kcal: ????, trening: —————————–
  • 21.08 – kcal: ????, trening: —————————–
  • 22.08 – kcal: 1 633, trening: trening brzucha i pośladków w domu
  • 23.08 – kcal: 1 644, trening: trening nóg na siłowni
  • 24.08 – kcal: 1 245, trening: —————————-
  • 25.08 – kcal: 1 702, trening: trening tricepsa i brzucha w na siłowni
  • 26.08 – kcal: ????, trening: —————————–
  • 27.08 – kcal: ????, trening: —————————–
  • 28.08 – kcal: 1 700, trening: —————————–
  • 29.08 – kcal: 1 358, trening: trening ramion, pośladków i brzucha w domu
  • 30.08 – kcal: 1 531, trening: rower, trening ramion, pośladków i brzucha w domu
  • 31.08 – kcal: 1 590, trening: rower, trening ramion, pośladków i brzucha w domu

Waga. Bez zmian. Jestem szczęśliwą 66-kilogramową Grubaską ;-).

Przede mną dobry, ale trudny miesiąc. Dobry, bo jesteśmy z moim M. na urlopie. Dobry, bo jesteśmy w Polce. Nie będzie jednak łatwo. Na każdym kroku czyhają jakieś niebezpieczeństwa. A to rolady z kluskami i sosem, a to jakieś imprezy, po których człowiek ma ochotę pójść na kebaba. Nikt nie mówił, że będzie łatwo :-). Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby nie ulec. Będę dzielna!

Powodzenia we wrześniu. Dajcie znać, jak tam Wasz sierpień.

Grubaska.

Jesienna playlista ♥

Ellie Goulding – Still Falling For You

„All I breathe. All I feel
You are all for me
No one can lift me, catch me the way that you do
I’m still falling for you”

OneRepublic – Kids

„I refuse to look back thinking days were better
Just because they’re younger days
I don’t know what’s ’round the corner
Way I feel right now I swear we’ll never change”

Chino & Nacho – Me Voy Enamorando (ft. Farruko)

„Usted por la galaxia me tiene volando
Yo siento que la nube estoy acariciando
Ya que te di me voy enamorando”

Shawn Mendes – Treat You Better

Give me a sign. Take my hand, we’ll be fine
Promise I won’t let you down. Just know that you don’t
Have to do this alone
Promise I’ll never let you down”

Jonas Blue – Perfect Strangers

„Maybe we’re perfect strangers. Maybe it’s not forever
Maybe the light will change us. Maybe we’ll stay together
Maybe we’ll walk away. Maybe we’ll realize
We’re only human
Maybe we don’t need no reason”

[ZDG] Holandia, siłownia, dieta i usunięcie konta na Instagramie

Witajcie Chudzinki!

Nareszcie udało mi się wygospodarować dłuższą chwilę, aby napisać poniższą notkę. Jak zwykle pochłonęło mnie życie i stąd też moja nieobecność na blogu i w innych social mediach. Przepraszam, że nie odpisuję na bieżąco na Wasze e-maile, prywatne wiadomości na facebooku oraz komentarze na blogu. Musicie wiedzieć, że myślę o Was nieustannie i bardzo, bardzo za Wami tęsknię. Mam nadzieję, że prędzej czy później stanie się cud i doba będzie miała więcej niż dwadzieścia cztery godziny. Wtedy na pewno będę mogła dotrzymać słowa i być wzorową blogerką i motywatorką :-)

Holandia. W grudniu mówiłam, że nigdy więcej nie powrócę do kraju chodaków i tulipanów. Tak, życie jest przewrotne i zaskakujące. Po trzech miesiącach bycia w Polsce, zdecydowaliśmy z moim M., że wracamy do Holandii. Jeszcze nie wiemy na jak długo tu pozostaniemy. Jedno jest jednak pewne: prędzej czy później zamierzamy wrócić do domu. To tylko jeden z wielu, to tylko kolejny przystanek na naszej wspólnej, życiowej drodze. Holandia sama w sobie nie jest taka zła, ale to nie jest moje miejsce na ziemi. To tylko miejsce, które ma mi pomóc dorobić się pierwszego miliona haha.

Holandia znów wodzi na pokuszenie. Holandia znów kusi biedną Grubaskę swoimi słodkimi wyrobami. O jaaaaaaaaaaaaa, kolejny raz muszę stawiać czoła dobrocią, jakie oferują tutejsze sklepy. Walczę dzielnie, chociaż czasami przegrywam z Oreo w białej czekoladzie i lodami firmy Ben & Jerry’s. Muszę się jednak pochwalić, że moje odżywianie wygląda lepiej niż podczas pierwszego pobytu tutaj (dla przypomnienia: przytyłam wówczas 6 kg). Przede wszystkim nie stołuję się w fast-foodowych knajpach, nie zastępuję drugiego śniadania batonikiem oraz nie pochłaniam hektolitrów gazowanych napojów. Po blisko 5 miesiącach życia na obczyźnie (tak, tak – jesteśmy w Holandii już od ponad 4 miesięcy) moja waga nie ulega zmianie. To jest oczywiście bardzo dobra nowina. Być może poprzedni wyjazd czegoś mnie nauczył. Popełniam błędy, ale nigdy nie ustaję w walce o lepszą siebie. A może to też dlatego, że tym razem nie jestem tu sama  i znacznie lepiej jest ugotować wspólnymi siłami i zjeść normalny obiad, niż udać się np. po kebaba. Wspólne gotowanie to świetna sprawa ;-).

Warto również wspomnieć o tym, że od miesiąca chodzę na SIŁOWNIĘ. Ćwiczę trzy razy w tygodniu, pod czujnym okiem mojego prywatnego trenera. Jak nie trudno się domyślić, trenuję z moim M., który powolutku wprowadza mnie w tajniki treningu siłowego. Pokazał mi różne warianty ćwiczeń, na wszystkie partie ciała. I tak w trakcie jednego treningu, robię 5 ćwiczeń – w 3 seriach – po 12 powtórzeń (przed treningiem 5 minutowa rozgrzewka na bieżni i małe rozciąganie, a po treningu siłowym – 10/15 minut na bieżni lub orbitreku). Widzę już małe zmiany w swoim ciele. Mimo, iż waga ani drgnie – lustro mówi coś innego. Nie są to oczywiście jakieś kolosalne zmiany. Moje ciałko zmienia kształt, powolutku modeluje się i ujędrnia. Zdaję sobie sprawę z tego, że gdybym mój jadłospis nie był tak bogaty w nadmierną ilość węglowodanów, to rezultaty byłyby jeszcze lepsze. Pracuję nad tym nieustannie – z lepszymi i gorszymi rezultatami. Grubaska, jak to Grubaska, ma słabość do tego, co jej szkodzi. Liczę kalorie. Wiem, że kaloria kalorii nie jest równa więc powtórnie wróciłam do liczenia węglowodanów, białka i tłuszczy w spożywanych przeze mnie posiłkach (właśnie w celu kontrolowania węgli). Jem w granicach 1 700 – 2 000 kcal. To dość sporo, jak na mnie, ale tyle obecnie potrzebuję, bo pracuję fizycznie i jak wyżej wspominałam, ćwiczę trzy razy w tygodniu na siłce. Jedzenie musi dawać siłę, musi dodawać mi energii więc stąd też taka, a nie mniejsza ilość. Czuję się świetnie. Dobrze jest być na dobrej ścieżce, na ścieżce, która powolutku (baaaaaaaardzo powolutku) zbliża mnie do wymarzonej sylwetki. Jest naprawdę dobrze.

Usunięcie konta na Instagramie. Pod koniec maja usunęłam grubaskowe konto na Insta. Usunęłam i nie zamierzam tam wracać. Na moją decyzję złożyło się kilka, dość istotnych, czynników. Po pierwsze, miałam dość instagramowej iluzji idealnego świata. Odnoszę wrażenie, że portal ten skupia się przede wszystkim na kreowaniu zakłamanej rzeczywistości. Idealne ciała, idealne posiłki, idealne stroje, wakacje, spotkania, życie. Wszystko ujęte w idealnym kadrze – tak, żeby wyglądało ładniej, szczuplej, smaczniej. To nie moja bajka, nie mój świat. Nie chciałam dłużej w tym uczestniczyć. Nie jestem idealna. Moja posiłki nie wyglądają, jak wyjęte z książki kucharskiej. Moje życie to nie seria maratonów po sklepach czy pasmo dalekich podróż. Nie jestem idealna, ale… jestem szczęśliwa. Lubię kanapki z jajkiem na twardo, które nie zawsze ma kolor słońca, lubię ugniecione, papkowate ziemniaki, które nie prezentują się na zdjęciach zbyt korzystnie, lubię mieć bałagan na obiadowym talerzu. Lubię, gdy mój M. łapie mnie za „boczki”. Lubię, gdy moje buty nie pasują do reszty stroju. Nie muszę się kreować na kogoś, kim nie jestem – bo właśnie w tym tkwi prawdziwe piękno – w byciu po prostu sobą. Po drugie, Instagram pochłaniał za dużo mojego czasu. Wolę ten czas spożytkować w inny sposób, np. z chłopakiem, rodziną, znajomymi, na siłowni, oglądając film lub spacerując po lesie. Po trzecie, Instagram przyczyniał się do zmniejszenia mojej pewności siebie i wiary we własne możliwości. Serio! Podglądanie innych wcale nie motywowało mnie do działania, wręcz przeciwnie – demotywowało. Wszędzie widziałam szczuplejsze i ładniejsze dziewczyny. Umniejszałam swoje osiągnięcia (a przecież zrzucenie 40 kg to wielki wyczyn!). To nie było normalne.

Miałam więc trzy powody, aby podjąć decyzję o zamknięciu konta na Instagramie. To wystarczająca ilość, aby podjąć drastyczne kroki. Ani przez sekundę nie żałowałam swojej decyzji. Bo wiecie.., czasem trzeba oderwać oczy od ekranu telefonu, spojrzeć w górę i… cieszyć się otaczającą nas rzeczywistością. Obok tego wirtualnego świata istnieje prawdziwe, realne, cudowne życie. Świat jest piękny i ma nam wiele do zaoferowania :).

Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że za mną tęskniliście i chociaż troszkę ucieszy Was powyższa notka. Trzymajcie się cieplutko Chudzinki!

Grubaska.